Poranne medytacje,
Które są jak chleb na śniadanie i kolację,
pozwalają zobaczyć swą duszę,
trafiają do serca - przyznać to muszę.
Myśl niezwykle się prostuje,
dobroć w sercu kołuje
Wszelkie śmieci z rozumu wyrzucają,
wiarę i pokorę zasiewają.
Wspaniałe po nich są żniwa,
i wiara jakże radosna i szczęśliwa.
Bo pokarmu tego starcza na wiele, wiele dni,
Lepiej się żyje i lepiej się śni
Jutro jadę do Gostynia,
wielka to radosna chwila.
widzieć szczęśliwe trzeźwe twarze.
Więc powiedzieć się odważe,
że to dobry zamysł Boży,
ze to wszystko się ułoży.
ze dwóch nowych mi dołączył,
i prowadził jak On to zrobił,
bym do przystani jego wreszcie dobił
Wielkie dzięki mój Panie.
Z Tobą nic mi się nie stanie
Kiedy ranne wstają zorze pieśń zabrzmiała,
czułem jak od mocy głosów kaplica zadrżała.
Stałem więc tak poruszony,
i go głębi tym zdumiony.
Wiara która od nich biła,
mało mnie nie oślepiła.
Kiedyś byli rozbitkami,
dzisiaj są już posłańcami.
Welkiej wiary i miłości,
która w ich aowskich piersiach na stałe gości
Dużo gości dziś przybędzie,
gwaru szumu pełno wszędzie.
Taki spokój był w klasztorze,
nikt tu spóżnić się nie może.
Z rana będą medytacje,
a wieczorem na kolację,
na mityngach wysłuchuje.
czy ktoś z kogoś nie dworuje
mityngami czas się mierzy,
jak on leci nikt nie wierzy.
Opiekunowie dwoją się i troją,
lecz krytyki się nie boją.
Kiedy przyszedł czas rozstania,
nikt się łzami nie zasłania.
Każdy mówi ze wzruszenia.
Bóg Wam zapłać do widzenia.
Tak tu cicho się zrobiło,
ale wracać będzie miło.
A teraz trochę czarnego humoru. Do naszego forum podziemnego ostatnio były cztery włamamnia w krótkim czasie.Obrabowano nasze watki;)))nagle w środku nocy otworzyły sie drzwi i wbiegło czterech złodziei. Usłyszałem i obudziłem się. I jak to w stanie upojenia wpadłem w szał. "Co chcecie mieć z psychopatą do czynienia?' Z furią mowie następnym razem bedzie powtórka z rozrywki. Ja konsekwentnie za każdym razem będę blokować drzwi
Siódmą wiosnę z wami zacząłem,
od kiedy trzeźwieć rozpocząłem.
Droga moja różna, znaczona wybojami.
Ale też hasłami i aowcami.
Drogowskazy Licheń, Gostyń, Skrzatusz, Częstochowa,
i radość że życie zacząłem od nowa.
Wcześniej bardzo kiepsko żyłem,
bo cały czas piłem.
Głowa zajęta myślami o piciu,
nie znajdowała radości w sobie i w życiu.
Wiosna jak co roku nadzieję przywraca,
a świat mój mały wśród aowców się obraca.
Z normalnymi rozbrat wziąłem,
ale specjalnie się nie przejąłem.
Różne ścięcia z nimi miałem,
i od picia się migałem.
Teraz mówię krótko,
goodbaj wódko.
Dziś po raz kolejny pod krzyżem trzeźwościowym stoję,
o swój dalszy los ja już się nie boję.
życie swoje oddałem w Twe ręce,
dziś z przyjaciólmi chcę rozważac o Twojej męce.
Jak z pokorą go niosłeś?
Jak pod nim upadałeś?
jak za nas na krzyzu swe życie oddałeś?
Bardzo daleko odszedłem z Twej życia drogi,
byłem wówczas bardzo bardzo ubogi.
Ty Panie Stwórco na ziemi i niebie,
wzruszony moją ziemską udręką.
przez AA przywołałeś mnie do siebie.
Już zrozumiałem Twój Krzyż miłości i cierpienia,
dlatego wciąż patrzę, jak sie moje życie zmienia.
Jestem Ci niezmiernie wdzięczny Jezu drogi,
chcę do końca dźwigać swój krzyż ubogi.
Jesli kogoś urażę tym wyznaniem wiary to bardzo przepraszam, może i nie powinienem go zamieszczać ale ten wyjazd znów robi swoje, znów mi w głowie miesza, coraz bardziej jestem nakręcony
Co jest najważniejsze?
jakie życie jest dzisiejsze,
takie będzie i późniejsze.
Z wiarą i WG w życie wkraczać,
z drogi tej nigdy nie zbaczać
Wiara, nadzieja, milość.
Niby proste lecz głębokie słowa,
na nich czerpie siłę ma odnowa.
Wiara, motorem siły,
by myśli i czyny prawe były.
pewniej stąpa się po ziemi,
życie wszelkimi kolorami barw mieni.
Miłość, myśli i duszę wzbogaca,
lepsza rozumu jest wtedy praca.
kocha się, kocha wszystko i wszystkich,
wrogów, obcych i bliskich.
Z wiary i miłości- tolerancja sie też rodzi,
dla innych ludzi, lepsze zrozumienie przychodzi.
Lecz Nadzieja, jak klamrą spina to wszystko,
z nadzieją wszędzie jest blisko.
I choc nadzieja matką głupich jak często to słyszę,
ona uczucia delikatnie kołysze.
Jak niezwykły ogrodnik, podlewa, nawozi,
ŻYCIE, jak świeżym powiewem wiatru,
w mą duszę wchodzi.
Dopóki ziemia kręci się,
dopóki jest tak, czy siak,
Panie, ofiaruj każdemu z nas,
czego mu w życiu brak:
Mędrcowi darować głowę racz,
tchórzowi dać konia chciej.
Sypnij grosza szczęściarzom
i mnie w opiece swej miej.
Dopóki ziemia kręci się,
o Panie, daj nam znak,
Władzy spragnionym uczyń,
by władza im poszła w smak.
Hojnych puść między żebraków,
niech się poczują lżej!
Daj Kainowi skruchę,
i mnie w opiece swej miej.
Ja wiem, że Ty wszystko możesz,
wierzę w Twą moc i gest,
Jak wierzy żołnierz zabity,
że w siódmym niebie jest.
Jak zmysł każdy chłonie z wiarą
Twój ledwie słyszalny głos,
Tak wszyscy wierzymy w Ciebie,
nie wiedząc, co niesie los.
Panie zielonooki spraw,
mój Boże jedyny, spraw,
Dopóki ziemia toczy się,
zdumiona obrotem spraw,
Dopóki czasu i prochu
wciąż jeszcze wystarczy jej,
Daj nam każdemu po trochu,
i mnie w opiece swej miej!
Nie tylko cierpienie jest na świecie
Ale jak można uwierzyć w szczęście
Patrząc w te smutne oczy
Które tak samotnie toną w łzach
Na statku naszego losu
Chcemy dobrego sternika
Co zdąży na czas
Opuścić żagle przed burzą
I wyrwie nas z objęć
Głodnych fal rozpaczy
Pewnie upragniony ląd w oddali
Będzie jak zwykle złamaną obietnicą
Bo marzenia rodzą się w porcie iluzji
A coś z niego ciągle wypędza nas w morze
Nasza przyszłość to nieznany kurs
Ale ty wietrze wiej w żagle
I kieruj naszym statkiem w stronę horyzontu
Tam gdzie spokojny i jasny brzeg
Chociaż go jeszcze nie widać
^^^^^^^^^^ NIE BEDZIEMY^^^^^^^^^
Jeszcze długo w noc
nie będziemy sami
jeszcze wspólny szept
sfrunie z aniołami
jeszcze tyle gwiazd
spadnie w nasze dłonie
w niespokojny czas
każda z nich zapłonie
oto złoty świt
który tak zaskoczy
że nie zgadnie nikt
ile w nas jest nocy
oto nasze sny
płyną w tajemnicy
jeszcze nie wie nikt
ile w nas jest ciszy
a światło naprawdę niech budzi nas ze snu
zapala się w mroku i drży
gdziekolwiek nas nie ma
gdziekolwiek jesteśmy
niech płonie
oto my i noc
jasny szept w ciemności
i nie wiemy skąd
tyle w nas miłości
oto chwila co
łączy nas i zmienia
i nadzieja w krąg
z wody i kamienia
===========================================
RAZ DWA TRZY
NIECH ŻYJE BAL
Życie,kochanie,trwa tyle co taniec,
fandango,bolero,bibop,
manna,nosanna,różaniec i taniec
i jazda,i basta,i stop.
Bal to najdłuższy,na jaki nas proszą,
nie grają na bis,chociaż żal,
zanim wię serca upadłość ogłoszą-
na bal,marszna bal!
Szalejcie aorty,gdy idę na korty,
roboto,ty rękach się pal,
miasta nieczułe,mijajcie jak porty,
bo życie,bo życie to bal.
Bufet,jak bufet,jest zaopatrzony,
zależy,czy tu,czy gdzieś tam,
tańcz,puki żyjesz,i śmiej się do żony,
i pij,zdrowie dam...
Niech żyje bal,
bo to życie to bal jest nad bale,
niech żyje bal,
drugi raz nie zaproszą nas wcale,
orkiestra gra,
jeszcze tańczą i drzwi są otwarte,
dzień wart jest dnia
i to życie zachodu jest warte!
Chłopo-robotnik i boa-grzechotnik
z niebytu wynurza się fal,
widzisz swą mamę i tatę,i żonkę
i rusza,wyrusza - na bal.
Sucha kostucha,ta Miss Wykidajło
wyłączy nam prąd w środku dnia,
pchajmy więc taczki obłędu jak Byron,
bo raz mamy bal!
Niech żyje bal,
bo to życie to bal jest nad bale,
niech żyje bal,
drugi raz nie zaproszą nas wcale,
orkiestra gra,
jeszcze tańczą i drzwi są otwrte,
dzień wart jest dnia
i to życie zachodu jest warte!
"Do przodu Polsko"
Do przodu, Polsko!
Do boju, Polsko!
Nie zginiesz nigdy
Póki o zwycięstwo grasz
Wygrana będzie nasza
Uwierzyć tylko chciej
Biało - czerwonych w sercu miej
Choćby do pokonania
Sam diabeł nawet był
Zaśpiewaj dziś ze wszystkich sił...
Do przodu, Polsko!
Do boju, Polsko!
Nie zginiesz nigdy
Póki o zwycięstwo grasz
Do przodu, Polsko
Do boju, Polsko
Wygrana będzie
Jeśli mocne orły masz...
Zawsze do przodu orły
Nie trafiać kulą w płot
Wysoki niech wasz będzie lot
Z nad Wisły, Bugu, Odry
Bojowy płynie zew
Wiernych kibiców gromki śpiew..
Do przodu, Polsko!
Do boju, Polsko!
Nie zginiesz nigdy
Póki o zwycięstwo grasz
Do przodu, Polsko
Do boju, Polsko
Wygrana będzie
Jeśli mocne orły masz...
Do przodu, Polsko!
Do boju, Polsko!
Nie zginiesz nigdy
Póki o zwycięstwo grasz
Do przodu, Polsko!
Do boju, Polsko!
Nie zginiesz nigdy
Póki o zwycięstwo grasz
Do przodu, Polsko
Do boju, Polsko
Wygrana będzie
Jeśli mocne orły masz...
Do przodu, Polsko!
Do boju, Polsko!
Nie zginiesz nigdy
Póki o zwycięstwo grasz
Nie pracuję, bo świętuję,
jakie to święto?...........
nie wiem sam, ale go mam.
Każdy mieć go może,
jak jest w dobrym humorze.
Święto mają mamy, dzieci,
babcie, kobiety, od stuleci.
Wesoło swe święto świętują,
zawsze dobrze się zachowują.
Więc świętujmy kiedy się da,
czy świeci słońce czy niepogoda.
Wtedy przyjemniej życie leci,
czasami wyrzućmy śmieci,
nie przemęczajmy się, bo święto,
czas pracy, zdjąć z nas pęto.
Bawmy się z wszystkimi wesoło,
wirusa zabawy wysyłajmy wokoło.
Pan Tadeusz byl mlody,
zdrow i wytrzymaly,
przy tym zbyt wypoczety,
wiec swoje zapaly
z rozkosza w Telimenie utopic
byl gotow,
a ze przyszedl do tego prawie bez
klopotow,
Nie poskapil tez za to ochoty i sily.
Wiec go tez raczeta jak weze spowily.
I pulchne biale nogi scisnely jak
kleszcze,
Usta zas wyszeptaly;
"Tadeuszu,jeszcze,jeszcze!"
Zaczol sie nad nia znecac-
jak kogut nad kura,
Lecz mu po malej chwili oczy zaszly
chmura,
Oddechu brakowalo w pierch,
wiec zrezygnowany,
dajac raz jeszcze nurka pomiedzy falbany,
zmeczony,legl na miekim Telimeny lonie,ukrywszy na jej piersi-
rozpalone skronie.
telimena widzac to,nie zrezygnowala,
a ze procz doswiadczenia spryt i
rozum miala,
Zatem drazniac ustami Tadeusza wargi
Szeptala pieszzotliwie kilka slow
skargi;
"Wszak to bylo dla Ciebie,
a co dla mnie bedzie?"
I majac swoje chuci jedynie na wzgledzie,jela go palic wzrokiem,
usmiechem czarowac,
wodzic reka po ciele,namietnie calowac.
Wpila w niego swe wargi,
na koniec zemdlona-
przycisnela namietnie mlodzienca do
lona. cdn.
Zycie jest wielka zagadka...
Tajemnic wszystkich matka...
Nie wiemy co nas czeka...
Choc czas szybko ucieka...
Co nam przyniesie los...?
Czy radosc, szczescia moc...?
Czy spelnia sie nam marzenia...?
I wszystkie ukryte pragnienia...?
A moze pech i nieszczescia...
Odwroca droge do szczescia...
I nic nam sie nie uda...
A zycie legnie w gruzach...
Chcialabym miec taka moc...
By umiec zmienic los...
Ominac niepowodzenia...
Potrafic spelnic marzenia...
Lecz zycie nie jest basnia...
By zmienic w droge jasna...
A bramy naszego istnienia...
Otworzy nam czas przeznaczenia..
By uniknac ambarasu,
Wzieto rak za miare czasu.
Dziela go bardzo wygodnie
Na miesiace i tygodnie.
Tydzien znow z grubsza podziela,
Na zwylkle dni i Niedziele.
Do pracy w zwykle dzionki,
A Niedziela dla malzonki.
W ten dzien by najwieksza ciura
Wyzwolona jest od biura.
Kazdy ze swoja niewiasta
Rad wybiera sie na miasto.
Podaj ramie magnifice
I jazda z nia na ulice.
Oczywista,ze i dziadki
Spiesza obok swego tatki.
W ciagu milej tej podrozy
Czlowie troche sie zakurzy.
Szkoda nowej sukni w groszki:
Szukak mezusiu,dorozki.
kazda,jak to zwykle w swieta,
Odpowiada Ci "Zajeta".
Zona Ci wypruwa flaki:
"Bo Ty zawsze jestes taki".
Ozywiona ta gaweda,
droga mija dosyc predko.
Juz was tylko przestrzen krotka
Oddziela od piwnogrodka.
Ale kto ma liczna dziatwe,
Nic mu w zyciu nie jest Latwe.
Franio sie przestraszyl gesi,
A Maryjka wola "esi".
Brzusiowi pot splywa z czola,
I co gorsze nic nie wola.
Wszystko mija,wiec szczesliwie,
Siedzicie wreszcie przy piwie.
Milo slyszec jest Traviate
W wykonaniu firmy Pathe.
Kiedy czlowiek sobie podje,
Dziwnie tkliwy na melodie.
Ogryzajac z kurczat kosci
Nucisz "Za zdrowie milosci..."
Ociezalym nieco krokiem
Wracasz w dom poznym zmrokiem.
Teraz wielka pantomina:
Do snu kladzie sie rodzina.
Patrzysz lakomie,jak zona
Rozdziewa piers i ramiona.
Slonce,wies,Traviata,piwo,
Mysli plyna Ci leniwo.
A final ekskursji calej.
Nowy bak za trzy kwartaly!!!
Opuszczajcie co prędzej sine zasłony
Siostro żadnych już lekarstw nie dawaj tu
Oto stają przy łóżku milczące pobladłe:
Wiara, Miłość, Nadzieja jakby ze snu...
Rozkoszują się teraz moim widokiem
Chociaż puste sakiewki wypadły im z rąk
Ty nie tęsknij i nie smuć się Wiaro trwożliwa
Jeszcze tylu dłużników odejdzie w mrok.
Coś ci powiem bezsilnie i delikatnie
Moje ręce łowiły pieszczotę nie raz
Ale nie smuć się, nie trwóż matko Nadziejo
Jeszcze tylu na ziemi masz synów, co gwiazd.
A do Ciebie, Miłości wyciągam me dłonie
Wciąż pokornie wsłuchany byłem w twój głos.
Ty się nie martw i nie bój ma powiernico
Pora odejść, bo taki człowieczy los.
Pora odejść. Już słońce stanęło w oknie
Tak jak staje u progu każdego dnia.
Trzy siostrzyczki, trzy żony, trzech sędziów uczciwych
Otwierają mi kredyt co wiecznie trwa.
Gdyby zabrano mi wszystkie wspomnienia,
i te dobre i te złe
Była bym niczym dziecko, nieświadome
niebezpieczeństw
Niczym cudzoziemka w obcym kraju
nie znająca swych wrogów
bezskutecznie szukająca przyjaciół.
Była bym pustą butelką.
Z której już najlepsze ubyło.
Więc proszę... nie każ mi zapominać
Najpiekniejszych moich piosnek...
Kochanko moja slodka,
Naucz mnie takich piosneczek,
Zeby ich kazda zwrotka
Miala smak twoich usteczek;
Zeby ich kazde slowo
W szept sie mienilo najslodszy,
Wciaz powtarzajac na nowo
To,co bliziutka rozmowa
Dwa serca bredza trzy po trzy...
Potem wymysle temat
Sentymentalny ogromnie
I spisze caly poemat
O tobie,mila,i o mnie.
Wszystko tam razem sie znajdzie,
Jak w glowie samo sie kleci,
Niby w nianczynej bajdzie
Dla troszke wiekszych juz dzieci.
Bedzie o Lali krolewnie,
Jak miala swego pajaca,
Co plakal,plakal tak rzewnie,
A ona mowila:"caca";
Bedzie i Baba-Jaga,
Wiedzma zlosliwa krzynke,
Co,jak ja rozdziac do naga,
Zmienia sie w mala dziewczynke;
Beda i wloski zlote,
Czesane zlotym grzebieniem,
Co najmocniejsza pieszczote
Sacza cichutkim strumieniem;
Bedzie i siodma rzeka,
I siodma gora bedzie,
I mysli teskne czlowieka,
Pol swinki a pol labedzie...
I wiele jeszcze innych
Bajeczek nowych i dawnych,
Tak wiernych,ze az dziecinnych,
Tak czulych,ze az zabawnych.
Nizac chce ziarko po ziarku,
Az wzrosnie sliczna ksiazeczka,
Ktora nam dadza w podarku
Twe drogie,slodkie usteczka...
Jeżeli wierzysz,ze uśmiech
silniejszy jest niż broń...
Jeżeli wierzysz w moc
otwartej dłoni...
Jeżeli wierzysz,że to co ludzi jednoczy ważniejsze jest
od tego,co ich dzieli...
Jeżeli wierzysz,że odmienność
jest bogactwem,
a nie zagrożeniem...
Jeżeli umiesz patrzeć na drugiego z odrobiną miłości...
Jeżeli przekładasz nadzieje
nad podejrzliwość...
Jeżeli sądzisz ,że to do Ciebie
należy pierwszy krok...
Jeżeli wierzysz ,że to do Ciebie
należy pierwszy krok...
Jeżeli wierzysz ,
że pokój jest możliwy
- wtedy nadejdzie pokój radości..
Przemyślenia
>Alkohol nie rozwiaze twoich problemów... A z drugiej strony, mleko w sumie tez nie.
>Jezeli spotkales kobiete swoich marzen, to o pozostalych marzeniach
mozesz smialo zapomniec.
>Biblia uczy nas kochac. Kamasutra uczy jak.
>Co to jest, gdy iluzjonista wyciaga z kapelusza to co chcial? Sztuczka.
A kiedy kobieta wyciaga ze swej torebki to czego wlasnie potrzebuje? Cud!
>Zycie jest piekne! Jesli prawidlowo dobierze sie srodki antydepresyjne...
>Kwasniewski pokazal, jak nalezy rzadzic, Jaruzelski pokazal, jak nie
nalezy rzadzic, Walesa pokazal, ze kazdy idiota moze rzadzic, Kaczynski
pokazal, ze nie kazdy...
>Jaka jest róznica miedzy granatem recznym a Krzysztofem Krawczykiem?
Nie ma zadnej. Gdy go uslyszysz jest juz za pózno...
>- Kto to jest psychiatra?
- Jest to czlowiek, który zadaje ci dziesiatki pytan za pieniadze,
pytan, które zona zadaje ci za darmo.
>Malzenstwo jest jak fatamorgana na pustyni - widzisz palace, palmy,
wielblady.
Potem znikaja kolejno palace i palmy, a na kocu zostajesz sam na sam z
wielbladem.
>Cios dla kobiecego ego - kiedy mezczyzna zasypia zaraz po seksie,
cios dla meskiego ego - kiedy kobieta zasypia w trakcie seksu.
>Badania wykazaly, ze 40% mezczyzn mialo pierwszy kontakt seksualny pod
prysznicem. Pozostalych 60% w wojsku nie sluzylo.
>Pewne francuskie pismo dla mezczyzn oglosilo konkurs na najlepszy opis
poranka. Pierwsze miejsce zajal autor takiej wypowiedzi: "Wstaje, jem
sniadanie, biore prysznic, ubieram sie i jade do domu".
Byłem dziś w ZUS-ie
O, Jezusie!
Pół dnia tam byłem.
Cud, że przeżyłem.
- Hm, proszę Pana, w tej deklaracji
W kodzie pocztowym nie mamy spacji.
- Skąd ja mam wiedzieć, gdzie wstawić kreskę?
- Musi wypełnić Pan raz jeszcze.
Więc wypisuję jeszcze raz.
Nic się nie stało. Ja mam czas.
- A tutaj, o, w słowie "składkę"
Ogonek wyszedł poza kratkę.
Mamy komputer (mądra maszyna),
Tego ogonka nie przetrzyma.
Był tu przedwczoraj taki klient,
Wstawił ogonek, a za chwilę
Komputer wysiadł
I do dzisiaj
Znaleźć nie można trzech milionów.
I komu to potrzebne, komu?
Więc wypisuję jeszcze raz.
Nic się nie stało. Ja mam czas.
- O, tu jest błąd! Fundusz wypadkowy
Mamy od wczoraj całkiem nowy.
Wzrosło o dwa przecinek trzy.
Musi Pan zmienić, przykro mi.
- Lecz kiedy byłem tu poprzednio
Wisiała kartka, tam, przede mną,
że wypadkowy po staremu
a teraz zmiana, no i czemu?
- Kartka na ścianie, że tak powiem,
jest dokumentem nieurzędowym.
A składka wzrosła, to jest fakt.
Musi Pan zmienić, nie, czy tak?
Więc wypisuję jeszcze raz.
Nic się nie stało. Ja mam czas.
Po wypełnieniu sześciokrotnym
postanowiłem być bezrobotnym
Kiedy zamykam
się w moim świecie
zieleni i błękitu
nie dopuszczam do siebie
żadnych nowych myśli...
Świat jest piękny...
nie ma wad...
ale to tylko pozory...
Kiedy chodzę po zielonej ciepłej trawie,
słońce świeci jak nigdy,
jest spokojnie, tak cicho...
lecz gdy siedzę tam zbyt długo
niebo zaczyna nabierać ciemnego koloru,
zaczyna padać deszcz...
nie, ale nie taki przyjemnie kojący podczas upałów,
lecz mrożący ciepło niczym krople lodu...
Wtedy podnoszę głowę...
krople nie pozwalają mi patrzeć w niebo...
nagle przestaje padać...
to już nie jest mój piękny świat... siedzę w ciemnym pokoju,
który oświetla blade światło
lampki...
moje myśli wracają do rzeczywistości,
której nie potrafię zmienić na tą z mojego pięknego świata...
Zostań, nie opuszczaj mnie
Nieporadnie składam słowa te
Boję się, boję się, nie wiem, że
Powiedz, nie zostawisz mnie
Twoje dłonie w moich myślach tulą mnie
Tulą mnie, ale wiem, nie ma cię
A zegar odmierza swoje minuty
Choć jutro nie będzie już takie samo
Kolejny raz podaję ci rękę
Kolejny raz robię to samo
Nie ogarniesz tego, nie
Może kiedyś jeszcze będę cieszyć się
Teraz nie, chyba, że kochasz mnie
Zobacz, jak wylewam łzy
Droga, którą dziś wybrałeś plącze się
Zostań więc, nie mów nie, nie mów nie
A zegar odmierza swoje minuty
Choć jutro nie będzie już takie samo
Kolejny raz podaję ci rękę
Kolejny raz robię to samo
A zegar odmierza swoje minuty
Choć jutro nie będzie już takie samo
Kolejny raz podaję ci rękę
Kolejny raz robię to samo
A zegar odmierza swoje minuty
Choć jutro nie będzie już takie samo
Kolejny raz podaję ci rękę
Kolejny raz zrobię to samo
Pragnienie Kogoś - to wspaniałe
doznanie.. Ogarnia cały organizm
i Serce- Tak mocno ..
I z taką siłą .że nie wiemy
Czy to uczucie
A może tylko POŻĄDANIE kogoś..??
Boimy się nowego zaangażowania
By nie zostać po jakimś czasie
odtrąconym
Ale jednak dążymy do tego by znów
Poczuć do kogoś coś takiego
Co nie daje nam spać , plącze nasze myśli
Męczy nasze ciało
Każdy dzień To wieczność
Pragniesz tej osoby
Pragniesz być z nią, kochać się z nią
Widzisz jej postać , czujesz zapach
jej Ciała i zapach jej włosów
Czujesz nawet jej dłonie które Cię dotykają
Widzisz jej rozchylone usta i czujesz jak
namiętnie i mocno Cię całuje.. ..
Pragniesz jej słów – że
Jesteś kimś wspaniałym
I że KOCHA tylko CIEBIE
Że jesteś dla niej jedyną osobą
Pragniesz jej tak bardzo..
że dopiero otwierając oczy Widzisz ,
że to tylko twoja WYOBRAŹNIA …..
U Żeromskiego ludzie dzielili zapałkę na czworo i też im się zapałała.
W czasach przedhistorycznych nasi przodkowie żyli w jaskiniach, które były gniazdami cywilizacji. Później zaczęli budować szałasy, nie mieli ubrań, nawet koszul, tylko dziury na przepuszczanie dymu.
Kupcy węgierscy rozkładali na straganach swoje interesy i oglądali w jakim są stanie.
W sklepie koła fortuny podoba mi się Magda Masny.
W XVI uprawiano wiele roślin których jeszcze nie znano.
Rycerze urządzali teleturnieje.
W naszej szkole jest dziewczęcy chór mieszany.
Kolej przewozi pasażerów, ludzi i cudzoziemców
Dopiero na ostatniej wycieczce nauczyłem się odróżniać wronę i gawrona od siebie.
Austria została podpita przez Węgry.
Aleksander Wielki był dlatego sławny, bo założył wielkie reformy.
Dorsz jest to ryba wędzona.
Wacław kochał Klarę przez dziurę w płocie.
Człowiek zjadłszy mięso z wągrem, przekształca sie w tasiemca.
Kain zamordował Nobla.
Kangur ma łeb do góry, dwie krótkie przednie kończyny, dwie tylne długie.
W worku ma brzuch na małego i długi ogon.
Piłsudski spuścił się na wschód.
Górnik pogłaskał konia po głowie i cicho zarżał.
Góral ma na głowie kapelusz, spodnie i kierpce.
Szczęsny imponował majstrowej ostrym językiem, a Madzi twardością.
Chciałbym
Chciałbym być świeżym porannym tchnieniem
Wietrzyka,
Co twoje piersi wiosny pragnieniem
Przenika.
Chciałbym być słoncem, co cię ogrzewa,
W szat bieli.
Chciałbym być taką, co cię oblewa
W kąpieli.
Chciałbym tą cząstką wybraną zostać
Przestworza,
Które obleka biala twa postac
Jak zorza.
Chciałbym być okiem twym - i uśmiechem
Twym smętnym;
Falą twych włosów - piersi oddechem,
Krwi tętnem.
Chciałbym być dumań twych marzycielskich
Przedziwem.
Uczuć twych żarem - piersi twych sielskich
Ogniwem.
Chciałbym się cała mą przeobłoczyć
Osobą
W tobie - i z toba byt mój zjednoczyć:
Być tobą!
Kobieta ma tyle siły,
że zadziwia mężczyzn.
Dżwiga ciężary ,rozwiązuje problemy,
jest pełna miłości,
radości i mądrości.
Uśmiecha się -gdy chce krzyczeć,
śpiewa -gdy chce jej się płakać,
płacze -gdy się cieszy
i śmieje się-gdy się boi.
Jej miłość jest niekontrolowana.
Jedna niesłuszna w niej rzecz -to to,
że zapomina ile jest warta.
Wspominam was łąki zielone,
Łąki bogato kwiatem zdobione.
Wspominam was wody srebrzyste
Słońcem witane, zorzą spowite.
Wspominam minione wakacje,
Morze niebieskie, ptaki skrzydlate
I góry bystre, ostre zamaszyste
Celem wędrówek, zamierzeń szczytem.
Wspominam wodospad wody żywej,
Drzewa zielenią ustrojone
I tęsknię już za barwnym urokiem,
I czekam nadziei powrotem.
Czekam z nowym zdziwieniem i czystym sercem
W podróż gotowa,
Z bagażem doświadczeń po bagaż wspomnień.
ANIOŁEK DLA ANIOŁKA
Kończy się czwartek powoli,
noc wyspać nam się pozwoli.
A jutro znów będzie piątek!!!
a to weekendu początek.
Można odpocząć od pracy,
a więc do lasu rodacy.
Do lasu, na rower, nad wodę,
czas obcować z przyrodą.
Póki jeszcze lasy rosną,
póki się cieszymy wiosną,
jeszcze śpiewają ptaki,
jeszcze kwitną kwiaty.
Nie ma zbyt wiele czasu, by być szczęśliwym. Dni przemijają szybko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpisujemy marzenia, a jakaś niewidzialna ręka nam je przekreśla. Nie mamy wtedy żadnego wyboru. Jeżeli nie jesteśmy szczęśliwi dziś, jak potrafimy być nimi jutro?
Wykorzystaj ten dzień dzisiejszy. Obiema rękoma obejmij go. Przyjmij ochoczo, co niesie ze sobą: światło, powietrze i życie, jego uśmiech, płacz, i cały cud tego dnia. Wyjdź mu naprzeciw.
Życie, nie zawsze jest takie
Jakie chcielibyśmy aby było.
Życie bywa nieprzewidywalne
I trudne do zrozumienia.
Nigdy nie wiemy
Co nas czeka.
W życiu nie zawsze
Marzenia się spełniają.
W życiu zawsze
Musimy podejmować decyzje.
Stawiane są przed
Nami rozmaite problemy.
W życiu my sami
Powinniśmy obierać drogę.
Niestety nie zawsze
Wybieramy tę właściwą...
Koło mego uszka przeleciała muszka,
kazała napisać do Twego serdeuszka,
więc do stołu siadam i za pióro chwytam
i z Twoim serduszkiem gorąco się witam !
Nie witam się mową, nie witam rękami,
bo mi przeszkadzają góry z dolinami.
Witam Ciebie dobrymi słowami,
niech Cię błogosławi Jezus z aniołami.
Koło mego uszka przeleciała muszka,
kazała napisać do Twego serdeuszka,
więc do stołu siadam i za pióro chwytam
i z Twoim serduszkiem gorąco się witam !
Nie witam się mową, nie witam rękami,
bo mi przeszkadzają góry z dolinami.
Witam Ciebie dobrymi słowami,
niech Cię błogosławi Jezus z aniołami.
Świat się stworzył
sam ze siebie
ogromnym skupieniem woli
stworzył się szybko
w sobotę wieczór,
a wypoczywał powoli.
Siedem dni z rzędu
leżał bez ruchu
i gapił się w białą ścianę
i siedemdziesiąt
siedem lat z rzędu
nie wiedział co jest grane.
Świat się stworzył...
Nie był szczęśliwy
z tego co stworzył
poprawiał wszystko i zmieniał
i tydzień w tydzień
w sobotę wieczór
naprawiał dzieło stworzenia
Choć się niektórym
może wydawać
że nazbyt często świętuje
sam się wymyślił,
sam zaplanował
i sam się zlikwiduje
Świat się stworzył...
CHCĘ TU ZOSTAĆ I ZAWSZE Z TOBĄ BYĆ
NAWET KIEDY BĘDZIE ŹLE.
CHCĘ TU ZOSTAĆ BO BEZ CIEBIE TO
NIE MAM SIŁY BY DALEJ ŻYĆ.
Chcę przy Tobie umierać i rodzić się.
Chociaż czasem mnie ranisz,
to i tak wybaczam Ci.
CHCĘ TU ZOSTAĆ I ZAWSZE Z TOBĄ BYĆ
NAWET KIEDY BĘDZIE ŹLE.
CHCĘ TU ZOSTAĆ BO BEZ CIEBIE TO
NIE MAM SIŁY BY ŻYĆ.
CHCĘ TU ZOSTAĆ I ZAWSZE Z TOBĄ BYĆ
NAWET KIEDY BĘDZIE ŹLE.
CHCĘ TU ZOSTAĆ BO BEZ CIEBIE TO
NIE MAM SIŁY BY DALEJ ŻYĆ.
Uwierzyć w słońce
Uwierzyć w blask
Uwierzyć w dobro
Zapomnieć, co to strach
Uwierzyć w wiatr
Pokochać życie
Otaczający świat
Pokochać ludzi
Poznać szczęścia smak
Patrzeć w niebo
Podziwiać chmury
Śnić i marzyć
Unosząc się do góry
Zapomnieć o bólu
Zacząć normalnie żyć
To recepta dla tych
Którzy szczęśliwi pragną być
Biedroneczka z rana wstała
i mężowi buzi dała
płaszcz kropkami okleiła
i swój domek opuściła
pofrunęła łąkę zwiedzać
i znajomych po odwiedzać
by pozdrowić ich tu z rana
sama jest dziś roześmiana
humor dzisiaj ma wspaniały
bo dziś dzionek doskonały
Ciebie dzisiaj też odwiedzi
przy herbatce Twej posiedzi
na dzień szczęście Ci zostawi
i nie długo tu zabawi
skrzydła swoje rozprostuje
i na łąki poszybuje
Za młodzi, za starzy
Nie pytam Panią o lata
Pana nie pytam też,
Zresztą jakie to ma znaczenie ?
Każdy będzie miał nowy wiek
Najlepsze dopiero przed nami,
Świat dobry jak dobry sen,
Więc spieszmy się z toastami,
Ten toast odmłodzi Cię
Za młodzi na sen,
Za starzy na grzech,
Wypijmy przy stole,
By tu na dole źle nie działo się
Za młodzi na sen,
Za starzy na grzech,
Wypijmy przy stole
Za błędy na dole,
By ich było mniej
Nie pijmy za błędy na górze,
Tam nie zmienia się nic mimo lat
Znasz prawdę o "głowie i murze” ?
Daj spokój, za piękny świat
Nie dajmy się też zwariować,
A gdy jest naprawdę źle,
Pod dach przyjaciół się schowaj
I ten toast z nami wznieś:
„Kawa i mucha“
Wpadła mucha do szklanki
na chwilkę dosłownie
taki mętlik miała w głowie
ryjek swój napoiła trochę
nóżki nawilżyła
najbardziej jej się pupa zamoczyła
Skrabie się mucha
po łyżeczce chyłkiem
trzęsie kawowym umoczonym tyłkiem
wydostać się trzeba szybko
nim się nią ktoś nakarmi
na chwilę tylko wpadła do kawiarni
Rozstanie to nadzieja, że
spotkamy się za chwilę, a może dwie
Lecz bywa, że zerwany most
oddala to spotkanie - droga na wprost
Serca nam pulsują jak radary dwa
Nic nam drogi nie zmyli - ani noc, ni mgła
Świat jest wtedy mały jak rozstania łza
Na pewno się spotkamy, miłość drogę zna
Bywa też tak, że życie złe
przydzieli nam dwie role - odmienne dwie
Ja jestem noc, Ty jesteś dzień
Tak trudno nam się spotkać, choć ja Twój cień
Serca nam pulsują jak radary dwa
Nic nam drogi nie zmyli - ani noc, ni mgła
Świat jest wtedy mały jak rozstania łza
Na pewno się spotkamy, miłość drogę zna
Gdy wicher zły ślad myli nam
my mamy dobrą mapę - serca "tam-tam"
Nie straszny sztorm piaskowych burz
ani wyniosłe fale ogromych mórz
Serca nam pulsują jak radary dwa
Nic nam drogi nie zmyli - ani noc, ni mgła
Świat jest wtedy mały jak rozstania łza
Na pewno się spotkamy, miłość drogę zna
Spadł kiedyś w lipcu
Śnieżek niebieski,
Szczekały ptaszki,
Ćwierkały pieski.
Fruwały krówki
Nad modrą łąką,
Śpiewało z nieba
Zielone słonko.
Gniazdka na kwiatach
Wiły motylki.
Trwało to wszystko
Może dwie chwilki.
A zobaczyłem
Ten świat uroczy,
Gdy miałem właśnie
Przymknięte oczy.
Gdym je otworzył,
Wszystko się skryło
I znów na świecie
Jak przedtem było.
Wszystko się pięknie
Dzieje i toczy...
Lecz odtąd - często
Przymykam oczy
O świcie i o zmroku,
o świcie i o zmroku,
w południe, w nocy, o świcie.
W Skarżysku i w Sanoku,
w Skarżysku i w Sanoku,
ty mnie pokochaj nad życie.
W berecie, w czapce, chustce,
w berecie, w czapce, chustce
w czapce od stryjka ze Lwowa.
na falochronie w Ustce,
na falochronie w Ustce
ty mnie pokochaj od nowa.
W kinie, w Lublinie, kochaj mnie!
W Kłaju, w tramwaju, kochaj mnie!
Nie marudź, nie szlochaj, ale z całej siły kochaj.
W gminie, w Kętrzynie, kochaj mnie!
W metrze i w swetrze kochaj mnie!
Czy miasto, czy wiocha, ty mnie z całej siły kochaj!
W radości, no i w smutku,
w radości, no i w smutku,
w radości z ciepłego lata.
Na piasku plaży, w Gródku,
na piasku plaży, w Gródku,
kochaj mnie do końca świata
W spokoju oraz w gniewie,
w spokoju oraz w gniewie,
w spokoju palmowych niedziel.
W Marwaldzie i w Getlewie,
w Marwaldzie i w Getlewie,
kochaj w bogactwie i w biedzie.
W kinie, w Lublinie . . .
Jak młody ułan dzielnie,
jak młody ułan dzielnie,
jak wartki na wiosnę strumień.
Na nartach wodnych w Mielnie,
na nartach wodnych w Mielnie,
kochaj najmocniej, jak umiesz.
Latem w przydrożnym rowie,
latem w przydrożnym rowie,
zima na sankach i nartach.
Najmocniej zaś w Krakowie,
najmocniej zaś w Krakowie
kochaj, bom tego jest warta.
Dzień wspaniały się obudził
Oskar biegnie do swych ludzi
Ijo ijo już włączone
Będzie jechać w moją stronę
Wuuemm wuuemm pędzą auta
Aż piżama jest podarta
Przejścia nie ma na podłodze
Ktoś przejechał mi po nodze
Mosty z klocków są wysokie
Czas pokonać je podskokiem
Podskoczyły bułki, mleko
Już śniadanie niedaleko
Dzień cudownie się zaczyna
Lecz czy głowa ma wytrzyma?
Jadą auta w lewą stronę
A śniadanie nie zjedzone!
Cóż mam robić, hałas wszędzie
Siwych włosów mi przybędzie!
Buty, kurtka i czapeczka
W parku czeka już ławeczka
Chociaż wokół dzieci krzyczą
Hałas tutaj zwie się ciszą
Auta w piasku zakopane
Moje myśli pozbierane
Synek uśmiech ma na twarzy
Każda mama o tym marzy
Dzień radośnie się dziś budził
Uszczęśliwił dwoje ludzi.
Marzyć Chcę
Namaluj moja duszę,
Kolorami nasyć każdy dzień...
Ja za Tobą pójdę,
Choć niewiele jeszcze wiem.
I odpowiednie słowa,
Znajdę by opisać każdą z chwil...
Ptaki poszły już spać
Wszyscy śpią nawet wiatr śpi.
A ja ...?
Marzyć chcę ...
Z tajemnic mych największa znasz.
Marzyć chcę ...
Że w Twoich dłoniach...
Zakwitnę jak blask poranka,
Z tajemnic mych największa znasz ...
Bądź gościem w mym ogrodzie,
Pełnym ptaków i płonących świec.
Będzie echo nam grać,
za Toba pójdę,
choć tak niewiele Cię znam.
Marzyć chcę...
Z tajmnic mych największa znasz,
Marzyć chcę ...
Uwierzyć że zakwitnę w Twoich dłoniach,
Jak liść spłoszonych drzew.
A ja nie wiem i wszytsko wiem,
Wszytsko Śpi,
Wszyscy poszli juz spać,
A ja...?
Marzyć chcę...
Z tajemnic mych największą znasz.
Marzyć chcę...
Że w Twoich dłoniach...
Zakwitnę jak blask poranka,
Z tajemnic mych największa znasz.
Wtuliła się żaba
pod zielone listki,
żabula-brzydula,
najbrzydsza ze wszystkich.
A te listki śpiewają:
- Zaśnij,
zaraz wszystko będzie
jak w baśni.
Księżyc błysnął podkową
na niebie,
to królewicz już jedzie
po ciebie.
Pocałuje, do serca
przytuli,
żabia skórka spadnie
z brzyduli.
Zaraz będziesz królewną
z baśni,
tylko zaśnij już żabko,
zaśnij..
O Tobie mówi bajka
Mędrcy starożytni chytrze obmyślili, w jaki sposób można by ludziom
mówić prawdę prosto w oczy nie robiąc tego w sposób grubiański.
Pokazywali im dziwne lustro, w którym ukazywały się różnego rodzaju
zwierzęta i dziwaczne przedmioty. Był to widok zarówno ciekawy, jak
budujący. Nazwali to "bajką". I zależnie od tego, czy zwierzęta
zachowywały się głupio, czy też mądrze, ludzie musieli patrząc na nie
myśleć przy tym: "To o tobie mówi bajka." W ten sposób nikt się nie
mógł obrazić. Weźmy więc taki przykład:
Były dwie wysokie góry, a na samym szczycie każdej z nich stał zamek. W
dolinie biegł pies obwąchując ziemię, tak jakby szukał myszy lub
przepiórek; chciał zaspokoić głód. Nagle z jednego zamku zatrąbiono
obwieszczając, że czas zasiąść do stołu. Pies pobiegł natychmiast na
górę, aby przy tej okazji się najeść, lecz gdy był już w połowie drogi,
przestano trąbić, a z drugiego zamku rozległ się głos trąbki. Wtedy pies
pomyślał:
"Zanim przybiegnę, skończą już jeść, a tam się dopiero teraz zaczyna."
Zbiegł więc na dół i zaczął się wspinać na drugą górę. Wtedy jednak druga
trąbka przestała trąbić, a odezwała się ta pierwsza. Pies znów pobiegł w
dół, a potem pod górę i tak biegał tam i z powrotem, aż wreszcie ucichły
obie trąbki i zakończono posiłek w obu miejscach.
Teraz zgadnij - co starożytni mędrcy mieli na myśli układając tę bajkę i
kto jest tym głupcem, który biega aż do zmęczenia, ani tu, ani tam nic
nie uzyskawszy.
Nadzieja
W brudnym świcie smutnych miast
Pełnym wiatrów bezlitosnych
Mignie czasem twoja twarz
Jak niepewne tchnienie wiosny
W przystankowy, zmięty tłum
Jakby cisnął ktoś dla żartu
Bzu białego bukiet lub
Same najszczęśliwsze karty
Matką głupich cię nazwali, nadziejo
Ludzie podli, ludzie mali, nadziejo
Choć się z ciebie natrząsają, głośno śmieją
Ty nas jedna nie opuszczaj, nadziejo!
Prowadź nas, nadziejo
W ciemny czas, nadziejo
W mrocznej mgle wyczaruj
Iskrę wiary
Gdy fałszywych fanfar dźwięk
Zgaśnie w dali tak, jak żagiel
I wypełni głuchy jęk
Zakamarki duszy nagie
Gdy już tylko walić w mur
Z dziką pasją pozostaje
Nie rozpaczaj, odłóż sznur
Ona istnieć nie przestaje
Matką głupich cię nazwali, nadziejo
Ludzie podli, ludzie mali, nadziejo
Choć się z ciebie natrząsają, głośno śmieją
Ty nas jedna nie opuszczaj, nadziejo!
Prowadź nas, nadziejo
W ciemny czas, nadziejo
W mrocznej mgle wyczaruj
Iskrę wiary
Kiedy rozum śpi
Nie musisz mówić nic, sam o tym dobrze wiem
Kiedy nasz rozum śpi, demony budzą się
Ludzie wciąż błądzą tak, jakby stracili wzrok
Kiedy rozumu brak, ziemię ogarnia mrok
Kiedy rozum zaśnie, kiedy pójdzie spać
To jest pora właśnie, by się bać
Bo kiedy rozum śpi, to tak jak w czarnych snach
Zaczynają nami rządzić razem gniew i strach
Kiedy rozum śpi, to nic nie mogą już
Ani groźby ani prośby, ani anioł stróż
Nie ważne, kto i skąd, nie ważna płeć i wiek
Głupota jest jak trąd, nie działa żaden lek
Nie musisz mówić nic, sam o tym dobrze wiem
Kiedy nasz rozum śpi, demony budzą się
Kiedy rozum zaśnie, kiedy pójdzie spać
To jest pora właśnie, by się bać
Gdy się rozum traci, choćby mały gram
Diabeł się bogaci, mówię wam
Bo kiedy rozum śpi, to tak jak w czarnych snach
Zaczynają nami rządzić razem gniew i strach
Kiedy rozum śpi, to nic nie mogą już
Ani groźby ani prośby, ani anioł stróż...
Kompleks Cezara
Nie za bardzo lubię Zdzisia,
Ile razy mnie gdzieś spotka
Woła: - Ale żeś wyłysiał!
(a sam kudły ma jak szczotka).
Cóż, nie jestem taki młody,
Sporo latek mi już zeszło,
Nieraz miało się powody
By wyłysieć (miłe zresztą ...)
Pewnie, sprawa niewesoła,
Lecz tym niemniej Zdziś to świnia!
Czy ja - widząc jego - wołam:
- Jejku! Aleś ty skretyniał?!
Albo cóżby Zdziś uczynił
Gdybym wśród miejskiego ruchu
Wrzasnął: - Aleś się ześwinił
W zeszłym roku, stary druhu!
Pewnie padłby, zadarł nogi
I zmarł w rezultacie wica,
Lub by jęknął: - Kumplu drogi!
Ciszej! - Toż to tajemnica!
...gładzę uwłosienie skąpe
Lecz humoru wciąż nie tracę -
Cezar także miał ten kompleks,
Napoleon też miał glacę!
Zresztą mam swe wyliczenie -
Wkrótce koniec całej hecy!
Kropka! Skończy się łysienie!
D a l e j są już tylko plecy! Hi hi!
Do poduszki!!!
Uchyl różek kołdry mały
Bo to gość jest doskonały
I przytuli się do Ciebie
Pierwsze gwiazdki już na niebie
Sen Cię w podróż już zabiera
Mgłą bajkową Cię ubiera
By się pięknie dzisiaj śniło
Nic Cię rano nie zdziwiło
Że na smoku gdzieś latałaś
Perły piękne w dłonie brałaś
Że Cię król do tańca prosił
Szejk Iranu Cię ozłocił
Mrówka a Tobą w barze była
Piwo z kufla z Tobą piła
Tak to właśnie jest ze snami
Że w tych snach- nas nic nie rani
Potem gdy się obudzimy
To się wcale nie dziwimy
Nasze sny tak kochamy
Za nic w świecie nie oddamy.
Kręta ścieżką
biegłam co tchu
porośniętą kwiatami
i kępkami mchu,
liście tonęły
w słonecznym brzasku
i nagle znalazłam
się w potrzasku.
Mocno szarpnęły
mną czyjeś ramiona,
bez ducha padłam
prawie zemdlona
i... głos mi uwiądł
na krótko w krtani,
a inny, odbity od
górskich grani
przeleciał rykoszetem
koło mego ucha.
Ciepłem owinął
zasklepione me ciało,
rozgrzewał powoli
jakby było mało,
ze targał mą duszą
sącząc jad obficie
serwując pełne
odużenia życie.
Uniosłam głowę i
patrząc z ufnością,
łykałam pochlebstwa
splątane czułością,
przykryta gałązką
jesiennej niemocy,
aż obudziłam się
właśnie tej nocy
z jesiennym liściem
u mego boku.
Szybko
"Szybko, zbudź się, szybko, wstawaj!
Szybko, szybko, stygnie kawa!
Szybko, zęby myj i ręce!
Szybko, światło gaś w łazience!
Szybko, tata na nas czeka!
Szybko, tramwaj nam ucieka!
Szybko, szybko, bez hałasu!
Szybko, szybko, nie ma czasu!
Na nic nigdy nie ma czasu!
A ja chciałbym przez kałuże
iść godzinę albo dłużej,
trzy godziny lizać lody,
gapić się na samochody
i na deszcz, co leci z góry,
i na żaby, i na chmury,
cały dzień się w wannie chlapać
i motyle żółte łapać
albo z błota lepić kule
i nie spieszyć się w ogóle!
Chciałbym wszystko robić wolno,
ale mi nie wolno!"
Kiedy patrzę hen za siebie,
w tamte lata co minęły,
kiedy myślę co przegrałam,
a co diabli wzięli,
co straciłam z własnej woli,
a co przeciw sobie,
co wyliczę to wyliczę,
ale zawsze wtedy powiem,
że najbardziej mi żal:
Kolorowych jarmarków,
blaszanych zegarków,
pierzastych kogucików,
baloników na druciku,
motyli drewnianych,
koników bujanych,
cukrowej waty
i z piernika chaty.
Tyle spraw już mam za sobą,
coraz bliżej jesień płowa,
już tak wiele przeszło obok,
już jest co żałować.
Małym rzeczom zostajemy,
w pamiętaniu wierni.
Zamiast serca noszę chyba,
odpustowy piernik,
bo najbardziej mi żal:
Czego się boisz głupia
Była już chata, w chacie szkło
I łapka w łapkę wszystko szło,
Co twoje było prawie moje
I nagle szept: nie, ja się boję.
Tak prysnął nastrój bardzo łatwo,
Pogasły zmysły, błysło światło,
Trzasnął policzek, potem drzwi,
Nie było sprawy, koniec gry.
Refren.:
Czego się boisz głupia,
Czemu nie chcesz iść na całość,
Czasem warto dobrze upaść,
Tak niewiele brakowało.
Czego się boisz głupia,
Przecież to jest takie ludzkie,
Że aż wstyd tak nagle uciec,
Mała nie bądź taki głupiec.
A potem przyszedł tęskny list:
Przyjedź kochany nawet dziś,
Będziemy w domu tylko dwoje,
Ciekawy plan lecz ja się boję,
Znowu zasłonisz mi się mamą,
Znów będą płacze i to samo,
Znów się rozmyślisz, przerwiesz grę,
Zamiast obietnic wolę - nie !
Refren.:
Czego się boisz głupi,
Czemu nie chcesz iść na całość,
Ja się mogę wstępnie upić,
A to dobre jest na śmiałość.
Czego się boję głupi,
Przecież to jest zwykła sprawa,
A jak uda się zabawa,
Mogę ci pierścionek kupić.
Skąd ta rozterak durna,
Czemu seks jest dla nas tabu,
Muszę najpierw skończyć studia,
A ja zdobyć jakiś zawód.
Do serca przytul psa
Zanim zdechnie w oceanie struty ropą śledź ostatni
I ostatniej trawy źdźbło pokryje pył,
Zanim w Leśniczówce Pranie gigantyczny motel stanie,
Zanim ciszę leśna zmąci jazgot pił,
Zanim zniknie pod betonem osiedlowych skwerków reszta,
A w piwnicy odda ducha szara mysz,
Zanim wszystko co zielone, co w pachnącej trawie mieszka
Na podeszwach rozniesiemy wzdłuż i wszerz.
Refren.:
Do serca przytul psa,
Weź na kolana kota,
Weź lupę popatrz - pchła,
Daj spokój, pchła to też istota.
Za oknem zasadź bluszcz,
Niech się gadzina wije,
A kiedy ciemno już i wszyscy śpią,
Matka śpi, ciotka śpi, wujek śpi
Zapylaj georginie.
Nim zatruje aerozol do cna życie morskim świnkom
I przesłoni góry ciąg dymiących hałd,
Nim słowiki i skowronki stracą głosy i umilkną
W metalicznym ryku rozwydrzonych aut.
Nim karmiona sztucznie krowa da zielone, chude mleko,
Zanim wzruszysz się wąchając sztuczny kwiat.
Zanim erzac naturalny w krew ci wejdzie tak daleko,
Że polubisz plastykowy, śmieszny świat.
Co to jest szczęście___
Co to jest szczęście ? - częste pytanie.
Odpowiedź złożona, ja jednak odpowiem,
bo dla mnie szczęściem, móc dawać coś z siebie
dla tych których kocham, i obcych w potrzebie.
Każda życzliwie wyciągnięta ręka,
uśmiech na twarzy i w oczach zmęczonych,
drobny gest wdzięczności - to przecież tak mało,
a znaczy tak wiele w szarej codzienności.
To dom rodzinny, ściany, cztery kąty
i jego progi przyjaźnie skrzypiące.
Po dniu pełnym zmagań, po trudach i znoju,
spieszymy do portu - oazy spokoju.
Szczęściem jest dzień jasny, co po nocy wstaje
i wieczór wytchnienia w gronie osób bliskich
i czyste sumienie, gdy bez żadnych wahań,
zapiszę spełnione uczynki - na zyski.
Szczęściem samo życie, które nam jest dane,
jeżeli rozważnie kierujemy sterem,
wszakże tyle piękna można dostrzec wokól
i tak dużo dobra, gdy dobro się sieje.
Daleko szukamy co mamy tak blisko,
wciąż się rozglądamy, chcemy z życia wszystko.
Tyle w świecie złego, zawiści i krzyku,
a szczęście przysiadło cichutko w kąciku.
Letni wieczór
Już zaszedł nad doliną
Złocisty słońca krąg
Ciche odgłosy płyną
Z zielonych pól i łąk.
Dalekie ludzi głosy,
Daleki słychać śpiew
I cichy szelest rosy
Po drżących liściach drzew.
Promieńmi gra różana
Topnieje w sinej mgle,
A świeży zapach siana
Skoszona łąka śle.
Wraz z wonią polnych kwiatów,
Z gasnącym blaskiem zórz
Cicha poezja światów
W głąb ludzkich spływa dusz.
W półcieniu pierś olbrzymią
Podnoszą widma gór,
Nocnymi mgłami dymią,
Wdziewają płaszcze chmur.
I wiążą swoje skrzydła,
Podarty kryjąc stok
Jak senne malowidła
Powoli toną w mrok.
Wieczoru blask niepewny
Oświetla obraz ten
Ludzie w zadumie rzewnej
Gonią piękności sen.
Ballada o Zenku Naciągaczu
Na basztę wszedłszy chrobry kneź
zawolal po łacinie:
Drużyno! Nowe szaty weź
i wynijdź na dziedziniec!
Ożywił się kneziowy dwór,
już zbiega się rycerstwo,
a każdy silny jest jak tur
i każdy twarz ma czerstwą.
A kneź nerwowo zmierzwił wąs
i zadął w róg specjalny,
I spytał: Czy już wszyscy są?
Niech sprawdzi personalny!
A gdy sprawdzono cały dwór
rzekł tonem zatroskanem:
Najstarsza z moich licznych cór
dojrzała dziś nad ranem.
Tu się na zamku zrobił szum,
chrzęstnęły miecze w pięściach.
Kogo dojrzała! - spytał tłum.
Dojrzała do zamęścia!
A ten jej mężem będzie mógł
mienić się w sposób hardy,
kto napnie ten prastary łuk
niewiarygodnie twardy.
Już ktoś wyciąga krzepką dłoń,
wierząc, że cel osiągnie,
ujmuje zabytkową broń,
zapiera się i ciągnie.
A wtem się rozległ głośny trzask,
lud chciał zakrzyknąć "Hura"!,
ale zawodnik podniósł wrzask:
Joj! wyszła mi ruptura.
Lecz oto drugi stówa w szrank
naciągnie luk a zaliż?
Drży cały... stęka... a wtem bang
i trafił go paraliż.
A kneź na ganku blady stal
i było mu niedobrze,
a trup się na dziedzińcu słał,
tak często niczym w "Kobrze".
Lecz nim zaczęto serię styp
wystąpił na arenę,
dość nędzny i cherlamy typ,
niejaki Dreptak Zenek.
Odłożył chleb, co właśnie żuł,
odchrząknął, brzucha wciągnął i
łuk palcami chwycił wpół
I ciach! I go naciągnął.
Następnie czknął, dokończył chleb
poprawił zgrzebne gacie.
Piękną kneziową wziął za łeb
i zamknął się z nią w chacie!
A kneź o mury głową bił
i głośno biadał z płaczem:
Któż mógł przewidzieć,
że on był aż takim naciągaczem?
BAJKA O GITARZE
ZA siedmioma górami ,za siedmioma rzekami
leżała gitara z porwanymi strunami.
Była samotna i bardzo cierpiała,
bo bez strun przecież grać nie umiała.
Prze las przemierzał jakiś człowiek młody,
zatrzymał się przy rzeczce, by napić się wody.
Spojrzał przed siebie i krzyknął z wrażenia:
-o gitarze marzyłem już od urodzenia.
Wziął ją na ręce i przytulił czule:
-kto cię tu zostawił tak smutną w tym mule?
-zostawił mnie starzec, który na mnie grywał,
ale pękła mi struna, resztę sam powyrywał.
Więc droga gitaro nie martw się już wcale,
wyrażał będę szczęście na tobie i żale.
I tak żyli szczęśliwie, bo to przecież bajka,
młodzieniec miał gitarę, a gitara grajka.
Więc, drodzy moi, powiem Wam szczerze:
muzyka to piękno ,a ja w piękno wierzę.
Zapominam przy tobie
Zapominam przy Tobie
Że nie jestem królewną
Zapominam przy Tobie
Że korony mi brak.
Że przy Tobie zapomnę
Byłam niemalże pewną
Lecz nie śmiałam uwierzyć
Że aż tak, że aż tak
Zapominam przy Tobie
Że nie jestem aniołem
Że mój spokój anielski
Brzmi niekiedy jak krzyk
Lecz dla Ciebie zamilknę
Będę milczeć za dwoje
Chociaż w to nie uwierzy
Chyba nikt, chyba nikt
Chyba nikt.
Zapomnieć chcę,
Że za przyjaźń zawsze przyjaźń
Zapomnieć chcę,
Że za miłość - miłość
Pamiętać chcę to bardziej nas złączyło
Bo pamięć chcę by do końca żyło
Zapominam przy Tobie
Że nie jestem operą
Zapominam przy Tobie
Że jesienny mam głos
Lecz dla Ciebie napiszę
Warte arii bolero
Byś nie musiał narzekać
Taki los, taki los
Zapominam przy Tobie
Że nie jestem harfistką
Zapominam przy Tobie
Że mam tylko sześć strun
Lecz dla Ciebie na jednej
Zagram, zagram to wszystko
Czego żadna orkiestra
Na dziesięciu, dwudziestu
Na stu.
Zapomnieć chcę,
Że za przyjaźń zawsze przyjaźń
Zapomnieć chcę
Że za miłość - miłość
Pamiętać chcę to bardziej nas złączyło
Bo pamięć chcę by do końca żyło
Zapominam przy Tobie
Że nie jestem królewną
Zapominam przy Tobie
Że korony mi brak.
Że przy Tobie zapomnę
Byłam niemalże pewną
Lecz nie śmiałam uwierzyć
Że aż tak, że aż tak...
/PIWNICA POD BARANAMI/
Na dobranoc
Kiedy niebo na czarny zmienia swój kolor
A żółty promień Słońca na biały blask Księżyca
I gwiazdy upadającej ujrzeć można tor
Jednej na tysiąc którymi co noc niebo się nasyca
Kiedy usłyszeć można muzykę świerszczyka
I małe, białe światełko jakiegoś świetlika
A czasem deszczu krople lśniące
Grając pięknie do snu namawiające
Wtedy wszystko co w przyrodzie
Na górze, na ziemi i w wodzie
Do snu nas słodko lula
I na śliczne sny każdego uczula
Więc i Ty śpij
I o czymś pięknym sobie śnij
Najdroższa moja kochana perełko
Już nic nie mów... oszczędzaj gardełko
Bajka na dobranoc!
Księżyc wylazł już z pieleszy
Gęba znowu mu się cieszy
Oczy umył już w jezierze
Znowu psocić w nocy może
Już wędrówkę swą zaczyna
Psoty z wczoraj swe wspomina
Gwiazdy krzywo porozwieszał
Potem sowy po rozśmieszał
Nietoperzom fale krzywił
Aż się misio bardzo dziwił
Że tak krzywo dziś latają
Czasem nawet upadają
Na zające pohukiwał
Łosia w bagnie tam przezywał
I garbatym go nazywał
Ludzie wczoraj też błądzili
I się bardzo mu dziwili
Bo powinien pięknie świecić
I blaskami świat oświecić
A on jakiś blady bury
I na niebie stał ponury
Dzisiaj znowu jest wyspany
W całej krasie roześmiany
Nocnej pani się ukłonił
I na niebo już pogonił
Już do gwiazdek oko puszcza
I na niebie się opuszcza
Chce obejrzeć dziewicze hoże
Co się w stawie kąpać może
Bo gdy w pełni jest na niebie
To czekają tu na siebie
Ona piękna zgrabna młoda
W stawie srebrzy się już woda
Dziewczę ciało swe zanurza
A nasz księżyc się oburza
Że nie może ciała tego
zabrać do domu swojego
chciał by seksu po uprawiać
dzikim żądzom się oddawać
wszystko co jest zakazane
w namiętności nie przebrane
tak jak co noc nas podgląda
do sypialni nam zagląda
i dla tego z tej zazdrości
co noc bardzo się tu złości
z żalu serce mu się kraje
i się psotom swym oddaje
chociaż psocisz umiejętnie
to kochamy Cię namiętnie
bo gdy nocka jest bez Ciebie
to jest brzydko tam na niebie
tyś jest klejnot nieba tego
pośród gwiazdek królestwa twojeg
Są ludzie tak szczęśliwi, że o nic nie proszą...
Są nieba wciąż błękitne, które chmur nie noszą...
Są lądy nie znające zimy ani jesieni...
Są rzeki, w których woda szmaragdem się mieni...
Są drzewa, których zieleń staje się okrutna...
Są ptaki kolorowe jak Tycjana płótna...
Są miasta wiecznie białe albo wiecznie złote...
Skazane od powicia na słońca spiekotę!
A ja bym chciał już wreszcie spojrzeć raz do góry
I ujrzeć szare niebo, z na nim szare chmury-
I z tych chmur, żeby deszczu szare krople błysły,
A tuż u stóp zmęczonych szare fale Wisły...
Szarym, jesiennym rankiem iść przez Marszałkowską,
Pod szarym niebem usiąść ze swoją szrą troską...
Znów się znaleźć w szarym wróbli tłumie
Ja, szary, prosty człowiek...
A świata nie rozumie.
Rozmowa z pyszałkiem
-I jak wypadło swiadectwo?
-Wzorowo!
-Gratulacje były?
-Gratulacje,pochwała,nagroda i na dodatek moje zdjęcie jest zamieszczone w specjalnym albumie
-To masz za co Bogu dziękować!
-To moja zasługa,a nie Boga !
-Czy napewno tylko Twoja?
-Przecież to ja się uczyłem...
- Widzisz,Ty się uczyłeś,ale gdyby Bóg nie Tchnął w Twój móżdżek, Swojego Światła,Rozumu,Mądrości,Umiejętności,Rady...
Nie dodał by Ci Odwagi,nie dał Dobrej Pamięci i Zdrowia i tego wszystkiego ,co Ci pomaga pomnażać swoje talenty,to naprawdę myślisz,że tak by wyglądało Twoje świadectwo?
O Boże mój!
Jakże jestem zaślepiony i zadufany w sobie!
Jak słaba moja wiara w Ciebie
Ty człowieka tak wyróżniłeś,że żadne zwierzątko nie może mu dorównać
Dziękuję Ci za wszystko!
Wszystko do Ciebie należy i wszystko od Ciebie zależy
O BOŻE!BĄDŹ UWIELBIONY I I WYWYŻSZONY PO WSZYSTKIE ŚWIATA STRONY!
Nam,też tak się czasem wydaje,że wsystko co mamy ,sobie zawdzięczamy,a prawda jest taka,że bez Niego,nic by nie istniało.
Cieplutko pozdrawiam i życzę zachwytu z tego,co od Boga mamy i posiadamy.
Miłego i błogosławionego dnia,a to co dla Ciebie dobre
Niech Ci Bóg w obfitości da.:):):)
Na dobranoc!
Niebo pięknie rozgwieżdżone
Już bajecznie rozświetlone
Nocka właśnie się zaczyna
Swoje czart rozpoczyna
Sen drabinę już przystawia
Bajki nocy już namawia
By mu nocno ją trzymały
I o niego się nie bały
Już pokonał całość drogi
Na parapet stawia nogi
I jak nagle coś zawyło
I do tyłu nim rzuciło
Przeciąg nagle z kąś nadleciał
I przez pokój mój przeleciał
Gwiżdże wyje mordę zdziera
Krzewy z kory też obdziera
Nic go przed tym nie u chroni
Przed upadkiem nie obroni
Głowę rozbił ręce złamał
I dwa żebra też połamał
Płacze rzewnie łzy wylewa
Nad swym losem ubolewa
Nie tak chodzi o te bule
Lecz nad nami płaszcze czule
Gdy karetka go zabierze
I go w gips wnet tam ubierze
Kto nam bajki poroznosi
Elfy nocy nam zaprosi
By nas w snach tych odwiedzały
Czule nas też przytulały
By się nam tu pięknie śniło
I jak zawsze cudnie było
Nie psuj głowy-zdrowie wróci
Brak twych bajek nas zasmuci
Lecz na ciebie poczekamy
Jakoś sobie rade damy
Gdy sen leży na wyciągu
Po tym mocnym tam przeciągu
My tu rade sobie damy
Wspólnie się poodwiedzamy
Moc wierszyków wnet wyślemy
Drugie tyle odbierzemy
Nasza klasa jest wspaniała
Tyle nam radości dała
Bo nie tylko tych co znamy
Zawsze tutaj odwiedzamy
Bo przyjaźni tych co mamy
Za nic w świecie nie oddamy
Bo świat w koło jest wspaniały
I jak zawsze doskonały
By ta przykaż nie wygasła
Jak ta bajka nam nie trzasła
By nam mocno tu stwardniała
I się rozbić nam nie dała.
Wsi spokojna, nie wesoła,
beznadziejna, nudna zgoła,
tutaj czas powoli płynie,
nic nie dzieje się we młynie,
u kowala też do dupy,
nie ma po co wyjść z chałupy,
konie, krowy nawet kura,
wszyscy myślą "Co za dziura".
"To nie jest sen rzeczy naprawdę dzieją się
Stoisz czy biegniesz dotykają cię z każdą chwilą
Możesz rzeźbić je palcami
Możesz zmieniać je słowami
Los srebrzy się u twoich stóp
Królujesz mu
Wszystko się może zdarzyć
Gdy głowa pełna marzeń
Gdy tylko czegoś pragniesz
Gdy bardzo chcesz o, o...
wszytsko się może zdarzyć
gdy serce pełne wiary
gdy tylko czegoś pragniesz,
gdy bardzo chcesz o.o..
wszytsko może zdarzyć się
To nie jest sen, rzeczy naprawdę dzieją się
Armią kolorów otaczają cię z każdej strony
Otwórz oczy, rozłóż ręce
By nazbierać jak najwięcej
Podpisuj dni imieniem swym
Królujesz im
Wszystko się może zdarzyć
Gdy głowa pełna marzeń
Gdy tylko czegoś pragniesz
Gdy bardzo chcesz o, o...
wszytsko się może zdarzyć
gdy serce pełne wiary
gdy tylko czegoś pragniesz,
gdy bardzo chcesz o.o..
wszytsko może zdarzyć się"